środa, 19 lipca 2017

List do ludożerców

Różewicza cenię najbardziej z wszystkich poetów.
Może na ogół raczej inne wiersze niż ten, którego końcówkę zaraz przywołam.
Jest w nim pozorowana naiwność.
Ale tak bardzo na miejscu.

Kochani ludożercy 
Nie zjadajmy się Dobrze 
bo nie zmartwychwstaniemy 
Naprawdę
...

wtorek, 18 lipca 2017

Znowu

Czasem cały miesiąc nic nie daję na Drugą stronę, a tu dzień po dniu kolejne wpisy. Zajrzyjcie, jak wam się nie znudziło :) Ten najnowszy zresztą nie jest bardzo nowy, bo sprzed paru miesięcy, tylko zakamuflował się w telefonie i wpadł na mnie znienacka.
Jutro zaś chciałabym napisać o naprawdę fajnej wystawie, na której byłam w poniedziałek i nawet trochę zdjęć zrobiłam. Może się uda.

czwartek, 13 lipca 2017

takie... tam

Przedwczoraj (czyli właśnie onegdaj! - muszę poszukać etymologii tego słowa), czyli właśnie pięć dni po dentyście, na mój policzek przedostał się dorodny siniak, co oznacza, że krwiak był gdzieś w środku, a teraz skorzystał z grawitacji, jak spałam na prawym boku, i się przybliżył do skóry. Mąż mówi, że jak mnie ktoś zapyta, skąd to mam, to mam wspomnieć coś o za słonej zupie albo ostatecznie o poważnej rozmowie z teściową.
Czemu nie mogę być normalnym człowiekiem i nie hipochondrykiem, co się trzęsie nad każdym objawem, że na przykład mam podrażniony język i czasem kawałek wargi i co to, ach, co to będzie! Ulgę przynoszą mi medyczne fora internetowe, gdzie się okazuje, że ludzie mają to, to i tamto, i czy to normalne, i że tak, to normalne i przeważnie wszyscy nadal żyją.
Mam w dodatku pewnie (post)traumatic stress disorder, bo oczywiście jestem na wojnie. Bo owszem, jak teściowa ogarnie w końcu, że wolno mi pić kawę, kiedy chcę, w moim własnym domu, to przecież pozostaje jeszcze kwestia herbaty, soków i wody. No przejaskrawiam teraz, ale to dobrze obrazuje generalną tendencję, że tematów, w których można mnie skrytykować, jest niewyczerpana ilość, jak samo życie, i to nawet chyba nie podlega z jej strony specjalnej kontroli, to jak wpisany program, który porusza jej trybami. Jutro wyjeżdża, a ja przeżyłam małe załamanie na wieść, że dopiero koło czternastej, co świadczy o tym, że jest źle.
Napisz dramat - powiedział mi ktoś - i może to byłoby coś, ale nie wiem, czy to nie byłoby za trudne. Trzeba by sobie przypominać i przezywać od nowa. A może właśnie trzeba - przepracować. Ale wciąż jeszcze włącza mi się resztka empatii - że to biedna kobieta jest...
Ech!
Trudno mi z tym.

środa, 12 lipca 2017

A dzisiaj

wiersz na Drugiej stronie.
Rzeczywiście - słyszę czasem te słowa, o których piszę w wierszu. Ostatnio nawet częściej niż kiedyś.
Ale mam problemy z "przyswajaniem". Czasem czuję rozpacz. Ale przecież daję radę.

niedziela, 9 lipca 2017

Znów w drodze

..... choć niezbyt daleko.
Do córki młodszej, zagorsetowanej jeszcze do końca lipca. Potem ma mieć kolejny rezonans i mam nadzieję, odzyska swobodę poruszania się. Już może wstawać na chwilę bez gorsetu w domu, pod warunkiem, ze wstaje na wyproście.
A w drodze tam i z powrotem zdjęcia robiłam - na chodnikach, ścianach i transformatorach.
Musze wrócić do aparatu, bo to wszystko z telefonu :)













środa, 5 lipca 2017

Z samego rana...

... kurier przyniósł dziś paczkę z książkami.
Jeśli ktoś chciałby kupić ode mnie książkę, to poproszę o mail na adres: anna_am11@yahoo.com


I miłego czytania, jakby co :)

poniedziałek, 3 lipca 2017

Źrebię

Dziś rano listonosz przyniósł w małej paczuszce egzemplarz autorski mojego drugiego tomu wierszy.
W środku utworki z końca 2015 i początku 2016 roku. Oraz ilustracje, które zrobiła dla mnie Bogna Gniazdowska! Na okładce moje zdjęcie - na nim Śniegonik :), miniaturowy źrebak Heraklita.





Wkrótce zapewne przybędą egzemplarze, które będzie można u mnie zamówić. W wydawnictwie Miniatura też, ale ode mnie z ciepłymi słowami w dedykacji :)

niedziela, 2 lipca 2017

Spotkanie

Dziś film z dwudziestu pierwszych minut spotkania z Kazimierzem Brakonieckim.
Jutro dostanę trochę zdjęć z wydarzeń środowych, wtedy pewnie zdam relacje chronologiczną z tych pięknych dni.