sobota, 2 grudnia 2017

dwa piętra

dzisiaj schodziłam powoli, trzymałam się poręczy
patrząc prosto przed siebie
bo to pomaga na błędnik
ale oczy i tak próbowały uciekać
do kropek, cętek i plam


piątek, 1 grudnia 2017

remont klatki (schodowej)

zwierzęta skubią trawę, szukają robaków
rozgryzają drobne kości, żeby wyssać szpik
jest zupełnie cicho, tylko śmierdzi mokrą sierścią

zabawne -
własnie dzisiaj zdjęto ze ścian farbę i tynk
zbiegam ze schodów, wstrzymując oddech



wtorek, 28 listopada 2017

szarpie

być może jestem zwierzęciem z ostrymi zębami,
skóra na grzbiecie porusza mi się jak kotu;
staram się czuwać, ogarniać litery i zdania,
ale nagle szarpie moją ręką mięsień
odpowiedzialny za iskanie, za ucieczkę w zarośla za
skok nad
przecinek ustawia się
niechętnie






piątek, 24 listopada 2017

pod kocem

Jeśli kładę się pod kocem i zaczynam czytać książki dla dzieci, które przed laty redagowałam dla wydawnictwa Nasza Księgarnia, i to te pogodne i miłe, to znaczy, że jestem w kiepskiej formie psychicznej i fizycznej. Infekcja, przepracowanie i różne trudne przeżycia ostatnich dni, nawracające poczucie, że jestem beznadziejna i się nie nadaje do niczego i nie podołam. Pewnie gdzieś tam źródłowy brak akceptacji dla siebie. Czytam, zapadam się i ta słodka rzeczywistość wydaje mi się bardziej realna niż ja sama.

niedziela, 19 listopada 2017

płonąca fraktala

                                            (za Grochowiakiem, Tuwimem i panią doktor z przychodni na ul.                                                                                 Belgradzkiej, nie mówiąc już o Dalim, choć właściwie                                                                             dlaczego, nie miałabym mówić o Dalim. wolno mi.                                                                                   mogę i o Siddharcie. Zwłaszcza kiedy się boję.)

może to wina najmniejszych cząstek
ta ciemność
więc choćby się strzelało z tysiąca armat
otworzyć szeroko
tak
to jest coś






sobota, 18 listopada 2017

Zdrowotnie

Od środy (a właściwie od wtorku, ale myślałam, że się rozejdzie) jestem chora. Infekcja górnych dróg. Wiem, że odporność mi spadła z przepracowania, zwłaszcza że miałam awarię Worda i straciłam pliki z całym dniem pracy, co musiałam oczywiście odrobić. I tak szczęście, że nie przepadła mi praca z całego tygodnia, bo mogła, i to już byłaby rzecz straszna. Ale organizm przystymulowany, zmuszony do umysłowej aktywności, gdy z całych sił wołał już o odpoczynek, musiał pewnie i tak na jakimś polu odpuścić. I ani trochę nie mam gorączki, wręcz przeciwnie, czasem ledwo 36.
Cóż, staram się odpoczywać, ale nie bardzo umiem i męczy mnie to.

Na Drugiej Stronie zaś umieściłam wiersz i parę zdjęć, jak by kto miał chęć to zapraszam :)

piątek, 17 listopada 2017

Pałac

Nieopatrznie znalazłam się w pokoju z telewizorem. Gdzie wiadomocosłychać.
"Oczywiście, że bym chciał i to bardzo" - słyszę. - "Żeby zburzyli pałac kultury. To przecież prezent od Stalina, symbol komunizmu".
Ja wiem, że w społecznościach o słabym poczuciu tożsamości czy też dużym poczuciu zagrożenia istnieją tendencje do niszczenia znaków świadczących o obcych wpływach.
Ale po pierwsze trudno byłoby znaleźć taką społeczność - państwo, miasto czy coś, które mogłoby wylegitymować się jakąś jednolitą ścieżką rozwoju, w której na początku wyklułby się jakiś twardy rdzeń i jednotorowo, bez wpływów parłoby naprzód w swej nieskalanej jednolitości. Nie ma. Wszyscy jesteśmy wiązką wpływów, dodatków, naddatków, mariaży i lineaży oraz przejmowanych resztek. Tożsamość to proces i zagospodarowywanie dziedzictwa - na różne sposoby i na licznych poziomach, państwowych, narodowych i grupowych i osobniczych.
A po drugie - czy naprawdę czujemy się tak słabi, że może nam zagrozić budynek w centrum miasta? Czy gdybyśmy z powojennej oferty radzieckiej - pałac albo metro - wybrali metro, to też chcielibyśmy je teraz zasypać? Może ono, to metro, penetrujące podpowierzchniowe warstwy miasta, działałoby jeszcze niebezpieczniej, bo podkopywałoby - nomen omen - nasze prapolskie "id". I to po cichu, niemalże w podświadomości. Och straszny, straszny świat. Dybie na nas i czyha i to od samego pępka.
Jak można tak żyć w takim strachu przed...   samym sobą?


czwartek, 16 listopada 2017

ciemnoniebieskie

ciemnoniebieskie miasto w dole i mgła,
lampy na ulicach, żółte okna.
ludzie jedzą kolację.
pociągnę za linkę i zakołysze się gondola balonu.
nie znam języka, w jakim mówicie,
więc tylko
kiwam głową temu od lamp,
gdy otwiera szklane pudełko i przykłada zapałkę.
cichy syk, zanim obudzi się światło.


sobota, 11 listopada 2017

Rzeczy przygodne

Czy kupiłaś chleb na jutro, a dlaczego na jutro. Ach tak, już wiem. 11 listopada, kolejny dzień ustawowy.
Pracuję od świtu po noc, kark mnie już boli, dopiero przyjechałam z Bytomia, mam jeszcze pamiętać takie rzeczy. Ależ oczywiście, że był w zamrażalniku. Nie, nie ja kupiłam.
Jak wychodziłam dziś na spotkanie, jeszcze było jakby trochę słońca, nie jestem nawet pewna, ale to takie jasne, z góry. Jak wracałam, już autobusy nie jeździły przez plac Na Rozdrożu, policja, wozy, ktoś coś przez megafon, w pierwszych kroplach deszczu, trzymając kaptur pod wiatr, poszłam przez plac Zbawiciela do metra.
Taki smutek, jak słyszę, co skandują.
Ktoś ostatnio powiedział, że na przykład ONR to jak grupa rekonstrukcyjna hitlerjugend.

Narodowość to rzecz tak przygodna przecież, mogło nam się życie przydarzyć w Senegalu, Chile, Pakistanie albo i w Norwegii. I co z tego.
Zatrzymałam się nad studzienką.






niedziela, 5 listopada 2017

Takie piękne

Wieczór autorski w Olsztynie udał się pięknie. Tym razem prowadziłam spotkanie bez większego zdenerwowania, choć zanim się zaczęło - stresowałam się. Bałam się też o sam wyjazd, bo podrażniłam sobie pęcherzyk żółciowy we wtorek (czekolada z orzechami i schabowy - chyba już przedwcześnie uwierzyłam, że nie będzie mi dokuczał). No-spa i jedzenie minimalne i jakoś dałam radę. Może spora dawka no-spy przed spotkaniem spowodowała, że się nie spięłam? ;) Ale raczej fakt, że miałam obok siebie dwóch cudownych autorów, którzy nie daliby mi się podłamać, bo są świetnymi opowiadaczami. I w ogóle świetnymi ludźmi są.
A książki są śliczne. Tak się cieszę z tej serii. Bo esej to "przygody człowieka myślącego". To otwarcie i wejście w dialog, a to w literaturze i w sztuce w ogóle najbardziej cenię.
Takie zdjęcie książeczkom zrobiłam:


Oczywiście można je kupić - także u mnie.

A ja trochę się zmagam - ze sobą. Depresyjnie. I nawał pracy. Choć przecież i tak daję radę.

niedziela, 29 października 2017

Liście

Późnopaździernikowe liście - najbardziej ujęły mnie te najciemniejsze, topolowe na mokrych ścieżkach. Napisałam coś na Drugiej stronie w związku z tym.
Ten format zdjęć z telefonu taki podługowaty, dlatego czasem przycinam.
Szpaki chyba odleciały, niedawno gadały na topoli.
Coraz więcej sikorek.





















czwartek, 26 października 2017

Paradoksy

Jestem jak husky. Jak nie wybiegam, robię się agresywna. Tyle że oczywiście nie biegam, pracę mam na myśli. Wróciłam z Bytomia kompletnie wyczerpana, zjadłam, padłam i...  odtajałam i już zaczęło mnie ciągnąć. Mam tłumaczenie, ciekawego tekstu zresztą, z niemieckiego na polski, teksty do redakcji i inne takie. Dla różnych wydawnictw.
No i prace nad książkami w moim wydawnictwie - tu też dużo robię sama. Różne rzeczy muszę zlecić, sama sobie nie wydrukuję na przykład. I nie zrobię składu i nie przygotuję do druku okładki, choć czasem je projektuję. Ale już redakcje, liczne korekty, cała organizacja, dystrybucja, działania promocyjne - oraz także księgowe, ta cała papierologia umów różnego rodzaju, faktur rachunków, wuzetek - to wszystko tak. Ogarniam.
Czy to się opłaca - zapytano mnie.
Nie. Ale WARTO.
To taka właśnie dziedzina, że warto.

We wtorek był wieczór autorski Leszka Szarugi, autora pierwszej książki w nowej serii. Było fajnie, dyskusje momentami intensywne, gorące. Bo esej to taki gatunek literacki, że często wprost prezentuje spojrzenie autora na ważne dla wszystkich sprawy. I prowokuje do dialogu, otwiera nowe perspektywy.
Cieszę się bardzo z tej serii.

W Bytomiu byłam drugi raz w tym roku akademickim. Już się przyzwyczaiłam do tego miasta. Zajęcia ciągle stresują, zwłaszcza że teraz mam głównie z rokiem, z którym mi na początku "zazgrzytało". Stres mnie najbardziej z nimi łamał, co było widać i co odbijało się na jakości zajęć. Mimo wszystko bardzo chcę to robić. I traktuje to teraz jako szansę. Nic na siłę, po prostu dam z siebie wszystko. To może brzmieć jak paradoks, ale oznacza to, że niczego w tej mierze nie będę oczekiwać od świata - tylko od siebie. Na spokojnie.

Ten czas jest w ogóle pełen paradoksów, te kilka ostatnich lat. Właściwie chciałabym napisać hymn pochwalny o życiu, ale jednak wyłazi ze mnie przesądny dzikus.

niedziela, 22 października 2017

Jak będzie

Mam w sobie dużo ciemnej złości.
Otchłań przychodzi, kiedy się nie spodziewam. Kiedy po zajęciach wyciągam telefon, znajduję numer i nagle wiem, że to na darmo. Zawsze po zajęciach dzwoniłam. Jeszcze przyjdzie wiele rzeczy, które będą pierwszy raz bez Niej. Ale i bez takich rzeczy nigdy nie wiesz, jak będzie. To jest jak uderzenie w głowę.
Dziś chciałam wyjść na ulicę i na cały głos wołać jej imię. Potem pomyślałam, że to jak z filmu. A może właśnie z filmu. Podpórki do żałoby. Może tak musi być, bo może w środku mam pustkę. Otchłań by nas zjadła, gdybyśmy nie wiedzieli, jak to zrobić. Bezradni. Połączenie olbrzymów i marionetek.
To nie tak, że nie daję rady. Daję.


piątek, 20 października 2017

Wieczór wrażeń

Na dzisiejszym wieczorze autorskim w Otwocku Jarosław Mikołajewski rozmawiał o kilku swoich nowych książkach - oraz przedstawił książkę Jana Zapolskiego Rozejm, wydaną w moim wydawnictwie. Książka - jak o tym świadczą pierwsze reakcje czytelników - jest niezwykła, uniwersalna, ludzie rozpoznają w niej siebie lub bliskich, a jednocześnie jest ważna, bo oswajając wspólne wielu ludziom emocje, pokazuje, że nie jesteśmy sami z różnymi traumami. Dobrze jest o tym wiedzieć.
A ja miałam mocne wejście, mianowicie stanęłam za blisko świecy. Usłyszałam charakterystyczne skwierczenie, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to moje włosy. Gdyby nie przytomna reakcja jednej z pań, mogłoby być dość widowiskowo, a tak po prostu śmierdziało. No i po jednej stronie brak mi teraz... końcówek. Dostaliśmy po tym strasznej głupawki :) Znajoma powiedziała, że moje włosy stały się "częścią legendy założycielskiej lokalu". Bo lokal nowy, dopiero powstający.
Było fajnie.
A z drukarni dotarła nowa książka, esej Znaki przesilenia Leszka Szarugi. Jest śliczna! Ma fajny format, dobrze leży w ręce.


W środę zaś byłam w Bytomiu, w czwartek wróciłam i ogólnie gęsto od zdarzeń jest. raz czuję się psychicznie zmęczona, a za chwile mogłabym góry przenosić. Takie średniej wielkości.

wtorek, 17 października 2017

W samo południe

- Zostawiłam w was okulary - dzwonię do stylowo-zaniedbanego pubu, w którym spędziłam wczoraj kilka inspirujących godzin na rozmowie z moim przyszłym autorem.
- Może pani podać więcej szczegółów? - pyta barman.
- No, takie okrągławe, w brązowe kolorki?
- Ile dioptrii? - dopytuje. Hmmm.
- Dwa i pół. Zgadza się? - pytam niewinnie.
- Cóż, te są bardziej jak lenonki, a kolory układają się w zeberkę. Nie wiem, czy to te.
Tak, jestem przecież znanym łowcą okularów pozostawionych w pubach i obdzwaniam wszystkie, na wszelki wypadek.
- No cóż - dodaję - ja mam za to w kieszeni wasz klucz od damskiej toalety, który zabrałam przypadkiem.
- Ach! To pani! To świetnie!
- Ale może to akurat nie wasz? Może pan podać więcej szczegółów?
Śmiejemy się. Oficjalna wymiana jeńców dokonała się dziś w samo południe.


niedziela, 15 października 2017

Po co?

Kolejne pomysły obecnie nam panującego rządu coraz bardziej wyglądają na ponure żarty. Przecież czegoś tak głupiego i złego nikt normalny nie mógłby wymyślić, więc to pewnie fejbsukowy żart, kabaretowy numer. Ale nie.
Zlikwidować kulturoznawstwo jako dyscyplinę naukową. Oczywiście nie zamkną ust kulturoznawcom - ale zapewne idące za tym zmiany instytucjonalne i finansowe mają utrudnić im działanie. Czy dlatego, że tę dziedzinę rząd widzi jako zagrażającą? Za dużo w niej myślenia i badawczej otwartości?
Oczywiście w ostatecznym rozrachunku to tak, jakby za pomocą odgórnych dyrektyw zabronić istotom żywym procesów metabolicznych.
Więc po co?
Po nic.
Po to, żeby obsikać.

sobota, 14 października 2017

nadaliśmy

Całkiem niedawno wysunęliśmy łepek z kokonu, z nukleotydowej otulinki, i pierwsze, co zauważyliśmy, to otchłań z każdej strony. Nadaliśmy sobie imię sapiens, przez tę otchłań.

wtorek, 10 października 2017

.............

Magdalena Szozda nie żyje.
Moja kochana przyjaciółka, wspaniała, mądra kobieta, blogerka. Niektórzy z Was pewnie znali ją jako Magdę Spokostankę z bloga Na 27 stronie.
Niezwykle utalentowana literacko, autorka pierwszej książki, jaką wydałam.
Nie wiedziałam, czy dam radę to napisać, ale wiem, że chciałaby, abym to zrobiła.
A ja bym chciała, żeby o niej pamiętano, mówiono, myślano.

piątek, 6 października 2017

Nowa seria

Pracuję nad nową serią, która ma się zaraz rozpocząć w moim wydawnictwie. To seria eseistyczna - a jej nazwa to Jeden Esej. Pierwsza książka niedługo wybiera się do drukarni, a jej okładka wygląda tak:

Po prostu kocham to robić.

czwartek, 5 października 2017

na przykład E. Coli

zanim cię zabiję, Escherichia,
jeżeli się kiedyś spotkamy,
nie spojrzę ci w oczy.
czytałam, że jesteś łagodna,
zanim nie zmutujesz.
ciekawe,
to tak jak ja