wtorek, 23 maja 2017

Oko cyklonu

Zgubiłam kartę do bankomatu.
Spieszę się do pociągu, ale wcześniej drukarnia ma przywieźć nakład.
Rozbebeszam pokój, bo czuję, że karta gdzieś musi być. Łóżko, ciuchy, milion dupereli, porozgarnianych, porozrzucanych. Muszę skopiować dwa pliki, ale komputer uparcie mówi, że błąd pliku.
Karty nie ma. Unieważniam ją przez internet. Ale teraz nie mam nawet na bilet autobusowy. Znajduję 2.50, to za mało.
Drukarnia pewnie nie zdąży, kto potem odbierze.
W ostatniej minucie domofon. Drukarnia. Ale... pomyłka. Przywożą mi to, co mieli do hurtowni. wyjaśniam, pokazuję maile. Pies drze sie jak oszalały, dostawca, chce wejść do rozbebeszonego pokoju. Szukam długopisu, żeby podpisać wuzetke i fakturę.
Wszystkie długopisy przepadły. Pies ujada.
Cóż.
Okazuję zdenerwowanie.
Potem nienawidzę siebie. Dzwonię z przeprosinami. Dodatkowo mail.
Jestem już w pociągu.
Nie wiem, czy wszystko wzielam.
Chcę uciec do alternatywnej rzeczywistości.
Jest parę powodów, dla których nie chciałabym w niej pozostać. Wśród nich jeden jest najważniejszy.

niedziela, 21 maja 2017

moja noc muzeów

Nie wybrałam się nigdzie tam, gdzie ciągnęły się kolejki. A widziałam je, kilkusetmetrowe, wracając autobusem Alejami Ujazdowskimi, pod Belwederem i Ministerstwem - chyba nawet Sprawiedliwości.
Pojechałam na dziewiętnastą do Galerii Schody na Nowym Świecie, gdzie właśnie wisi wystawa malarstwa Bogny Gniazdowskiej "Omnikotencja". Poszłabym zapewne na środowy wernisaż tamże, ale byłam w Bytomiu, więc wybrałam właśnie noc muzeów, bo oglądanie wystawy w towarzystwie autorki obrazów zawsze jest fajniejsze niż bez.
Trochę zdjęć zrobiłam.






Królowa śniegu z deszczem




Na ósmą zaś podążyłam do galerii Apteka Sztuki, bo tam właśnie odbywał się wernisaż Izabeli Chamczyk, oraz performens. Był akurat tego dnia - ale w innym terminie też bym poszła.
Malarstwo Izabeli Chamczyk porusza mnie bardzo.








Sam performens - poruszający, choć miałam pewien niedosyt. To znaczy, że mógłby...  poruszyć bardziej?
Tancerka klasyczna, baletnica, wykonywała taniec w przestrzeni galerii, po skosie, za każdym razem sięgając do wiaderka z rybami - martwymi, wypatroszonymi - tańczyła z ryba w dłoni, za każdym razem rzucając kolejną pod nogi publiczności. I jeszcze raz, i jeszcze, do zmęczenia, ciągle z nową siłą i energią. Metafora kobiecego losu? Upór, by wkładać maksimum siły w powtarzalne kreowanie piękna codziennego dnia? Wyzwanie rzucane systemowi?
Gdzieś tam poczułam, że tancerka ogranicza się, rzucając ryby ludziom pod nogi. Ze może trzeba by zaryzykować pobrudzenie estetycznych obserwatorów, wodą z rozprutej ryby, treścią i materią z rozprutego dnia? Wszak Izabela Chamczyk często staje na granicy ryzyka, i wciąga w to publiczność - jak sama deklaruje. A może własnie tak miało być? "Nie pobrudzę was, bo może będziecie chcieli ustawić się w kolejce do Belwederu, i jak wtedy z ta rybą....?".











Potem poszłam do Domu Spotkań z Historią, ale to, co chciałam zobaczyć, miało być dopiero przed północą. Moja studentka, Krysia Dębicka, miała wystąpić w pokazie swinga..
Żałowałam, ze nie zobaczę, dlatego postanowiłam pocieszyć się ciastkami z cukierni ;) Zjadłam tartaletkę cytrynową i ciastko z musem rabarbarowym. (A teraz na dietę!)
Zupełnie za to przypadkiem trafiłam na wystawę Najmniejszego Muzeum - dzieł plastyka Anatola Karonia, który prezentował rzeźby z jednej zapałki, będące nawiązaniami do znanych obrazów, rzeźb i instalacji, a nawet książek.
Niektóre spodobały mi się.




A tu moje osobiste zachwycenie - graffiti w przejściu podziemnym. tak mi się spodobało, że samowolnie postanowiłam uznać je Obiekt Obejrzany w czasie Nocy Muzeów.
O taki:




A jak wracałam, to tak o było:




Jejku, jaki długaśny wpis mi się zrobił!