niedziela, 15 października 2017

Po co?

Kolejne pomysły obecnie nam panującego rządu coraz bardziej wyglądają na ponure żarty. Przecież czegoś tak głupiego i złego nikt normalny nie mógłby wymyślić, więc to pewnie fejbsukowy żart, kabaretowy numer. Ale nie.
Zlikwidować kulturoznawstwo jako dyscyplinę naukową. Oczywiście nie zamkną ust kulturoznawcom - ale zapewne idące za tym zmiany instytucjonalne i finansowe mają utrudnić im działanie. Czy dlatego, że tę dziedzinę rząd widzi jako zagrażającą? Za dużo w niej myślenia i badawczej otwartości?
Oczywiście w ostatecznym rozrachunku to tak, jakby za pomocą odgórnych dyrektyw zabronić istotom żywym procesów metabolicznych.
Więc po co?
Po nic.
Po to, żeby obsikać.

sobota, 14 października 2017

nadaliśmy

Całkiem niedawno wysunęliśmy łepek z kokonu, z nukleotydowej otulinki, i pierwsze, co zauważyliśmy, to otchłań z każdej strony. Nadaliśmy sobie imię sapiens, przez tę otchłań.

wtorek, 10 października 2017

.............

Magdalena Szozda nie żyje.
Moja kochana przyjaciółka, wspaniała, mądra kobieta, blogerka. Niektórzy z Was pewnie znali ją jako Magdę Spokostankę z bloga Na 27 stronie.
Niezwykle utalentowana literacko, autorka pierwszej książki, jaką wydałam.
Nie wiedziałam, czy dam radę to napisać, ale wiem, że chciałaby, abym to zrobiła.
A ja bym chciała, żeby o niej pamiętano, mówiono, myślano.

piątek, 6 października 2017

Nowa seria

Pracuję nad nową serią, która ma się zaraz rozpocząć w moim wydawnictwie. To seria eseistyczna - a jej nazwa to Jeden Esej. Pierwsza książka niedługo wybiera się do drukarni, a jej okładka wygląda tak:

Po prostu kocham to robić.

czwartek, 5 października 2017

na przykład E. Coli

zanim cię zabiję, Escherichia,
jeżeli się kiedyś spotkamy,
nie spojrzę ci w oczy.
czytałam, że jesteś łagodna,
zanim nie zmutujesz.
ciekawe,
to tak jak ja


wtorek, 3 października 2017

na przykład Helmut

szczur Helmut był ważny
bo byłam mu winna
łaciate nieszczęście
ponad podziałami
dawałam mu jeść i wypuszczałam
z klatki
ale nie znałam przecież
szczurzej hekatomby
milionów pokoleń
miliardów łysych ogonów
gdyby zebrać całą truciznę
którą wysypano na waszych ścieżkach
można by z niej zrobić drogę do księżyca
i z powrotem
gdyby


sobota, 30 września 2017

Bajka

Dawno temu w odległej galaktyce. Albo nie tak odległej. Tak czy owak układałam sobie bajkę, żeby przetrwać. Bajka zmieniała się, falowała, skracała, wracała do punktu wyjścia, zapominała się i przypominała. Aż w końcu postanowiłam ją zapisać, żeby nie zniknęła. Już ją kiedyś w blogu publikowałam, ale zaglądam do niej czasem i poprawiam. Niektóre słowa zaczynają mnie śmieszyć, albo wydają się puste.
Pomyślałam sobie teraz, że ją przypomnę:



Królewna w pancerzu

Pewnego razu była sobie królewna.
Miała tatę króla i mamę królową, którzy bardzo kochali swoją córeczkę i powtarzali jej często, jaka jest śliczna i mądra.
I wszystko było dobrze aż do dnia, kiedy dziewczynka przybiegła z płaczem z ogrodu, w którym bawiła się z dziećmi. Wbiegła do królewskiej sieni, z niej do pokoju królowej, by tam wpaść w ramiona mamy. Wtedy jednak zdarzyło się coś dziwnego: królowa, przytulając królewnę, poczuła zimno, takie zimno, jakby dotykała metalu na mrozie. Odsunęła się szybko, odchyliła bluzeczkę córki i zobaczyła... zobaczyła coś, co bardzo przypominało metal.
- Co ty tu masz? – krzyknęła?
- Nie wiem, mamo! – zawołała dziewczynka.
Wtedy królowa zrozumiała, że ciało jej córki od pasa do ramion pokrywa twardy pancerz z materiału twardego jak metal i tak zimnego jak żelazo na mrozie. Nie dało się go zdjąć, bo ręce bardzo marzły, poza tym pancerz był jakby przyrośnięty do skóry.
Królowa, przerażona, zawołała swojego męża króla. Gdy królewna zobaczyła tatę, krzyknęła – przytul mnie! – i podbiegła do niego. Po chwili jednak ojciec odsunął ją, bo nie mógł znieść strasznego zimna.
- Przytul mnie, przytul! – krzyczała królewna, ale nikt nie mógł wytrzymać przy niej dłużej niż kilka sekund.
- Przytul mnie! – wołała, płacząc do guwernantki.
- Przytul mnie! – wołała do kucharek, lokajów, a nawet do dowódcy pałacowej straży.

- Przytul mnie! – królewna stała na środku sali, a wokół niej robiło się coraz bardziej pusto.

Mijały dni, tygodnie, lata.
Królewscy lekarze nie umieli nic poradzić na cierpienie królewny, również najtężsi magowie byli bezradni.
Król i królowa oraz cały królewski dwór nauczyli się żyć z tym, co się wydarzyło.
Nauczyła się tego także królewna. Wiedziała, że nie może podchodzić do ludzi za blisko. Było jej stale zimno i nawet jeśli ktoś objął ją na małą chwilę, pomagało to bardzo niewiele. Robiła mniej więcej to samo co inne królewny w jej wieku – bawiła się, uczyła , czytała książki. Tylko czasem, w nocy,  budziła się, krzycząc – przytul mnie!

Gdy królewna stała się młoda kobietą, zdesperowany król – wzorem królów w innych bajkach – postanowił ogłosić wielki turniej.
- Temu rycerzowi, który zdejmie zły czar z królewny, ofiaruje się rękę królewny i połowę – dyktował królewskiemu pisarzowi – i połowę..., trzy czwarte...., nie! Całe królestwo! Ten, kto uleczy moją córkę, dostanie całe królestwo!
Ogłoszenia zawisły na murach i drzewach, a królewski trębacz objeżdżał wszystkie sąsiednie krainy, odczytując głośno tekst.
Wyznaczonego dnia przed zamkiem zebrało się sporo książąt i rycerzy; wszyscy byli gotowi zmierzyć się z trudnym przeciwnikiem, jakim był zimny pancerz.
- Ja jestem Książę Silny i Odważny – rzekł pierwszy młodzieniec. – Niczego się nie boję i rozerwę pancerz własnymi rękami.
Jak powiedział, tak... próbował zrobić. Nie minęła jednak minuta, gdy zawołał: - Moje ręce! Moje ręce są prawie odmrożone. Jeszcze chwila, a już nigdy nie mógłbym dokonywać wielkich czynów. Och, to straszne! Moje ręce!
Książę odszedł, chwiejąc się na nogach i wpatrując w swoje dłonie, ale królewna miała jeszcze nadzieję; wszak przybyło tylu śmiałków...
- Ja jestem rycerz romantyczny – rzekł cicho młodzieniec o smutnym obliczu. – Niosę ze sobą wielką moc, a jest to moc moich łez. One są takie gorące, że roztopią każdy lód, zniszczą najtwardszą stal.
Usiadł obok królewny, pochylił nad nią głowę, a jego łzy jak srebrne perły gęstym strumieniem spadały na pancerz. Jednak każda łza, odbijając się od pancerza, zamieniała się w grudkę lodu. Rycerz płakał i płakał, aż w końcu dłużej nie mógł.
- Jak to? – zawołał z rozpaczą w głosie. – Moje łzy! Zmarnowałem moje łzy! Wypłakałem wszystkie i nie mam więcej! Jak teraz będę użalał się nad księżniczkami uwięzionymi w wieżach, jak będę opłakiwał nieszczęśliwych i biednych? No jak? Co zrobiłaś ze mną królewno?
Rycerz odbiegł, zawodząc ,i chciał zapłakać nad swoim smutnym położeniem, chwilowo okazało się to jednak niemożliwe. Królewna zaś patrzyła zatroskana, jak tłumek mężnych przed zamkiem przerzedza się, jak coraz mniej pewni siebie książęta i rycerze wycofują się chyłkiem, nie chcąc ryzykować, nawet za cenę całego królestwa.
- Jestem Książę Celnie Strzelający – powiedział spokojnie jeden z tych, którzy zostali na placu. W tym kołczanie mam zaczarowane strzały, które nie chybiają celu i potrafią skruszyć wszystko, w co trafią.
Księżniczka zafrasowała się nieco. „Co będzie, to będzie”, pomyślała jednak, choć na wszelki wypadek postanowiła zamknąć oczy.
I rzeczywiście – Książę Celnie Strzelający strzelił celnie. Zaczarowana strzała nie skruszyła wszak pancerza, lecz ześliznęła się z niego, raniąc królewnę w ramię.
- Au... – powiedziała królewna.
- To nic, to nic – odrzekł książę. – Powtórzymy to. – Książę wypuścił drugą strzałę.
- Auu! – powiedziała królewna trochę głośniej.
- Co jest? – zirytował się lekko Książę Celnie Strzelający i zamierzył się po raz trzeci.
- Nie! – powiedziała królewna całkiem głośno. – Wystarczy! To się nie uda! Po prostu nie ma na to sposobu. Koniec turnieju!
A potem odwróciła się i odeszła do swojego królewskiego pokoju. 

- Hej! – zawołał nagle ktoś zza okna. – A może Mądry Książę coś poradzi.
Królewna wychyliła się przez parapet i zobaczyła maleńką staruszkę.
- Nie było tu nikogo takiego! – zawołała. – A ty kim jesteś? – zapytała.
- Chyba widać, że jestem wróżką, prawda? – zniecierpliwiła się kobieta.
- Jacy wy wszyscy jesteście dzisiaj nerwowi – westchnęła dziewczyna. – A więc co z tym księciem?
- Do Mądrego Księcia to ty musisz się wybrać. On nie jeździ po turniejach. Jest na to za mądry. Poza tym mieszka w Odległej Krainie, a to przecież kawał drogi. Ale polecam, polecam. Warto. – Ostatnie słowa wypowiedziawszy z naciskiem, wróżka oddaliła się, lekko utykając.

Król i królowa gotowi byli wiele zrobić dla swej córki, tak więc już następnego dnia królewna wraz z królewskim orszakiem ruszyła w drogę. Odległa Kraina była rzeczywiście dość daleko, ale w końcu królewna dotarła do zamku Mądrego Księcia, gdzie...  dostała numerek i stanęła w długiej kolejce.
Gdy dotarła przed oblicze księcia i przedstawiła mu swój problem, ten powiedział:
- Oczywiście, mogę ci pomóc królewno, ale główną część pracy musisz wykonać sama. Musisz udać się w Daleką Drogę i nikt nie może tam pójść z tobą. Będziesz szła, aż znajdziesz zaczarowane źródło i tego samego dnia musisz patrzeć w nie aż do zachodu słońca. Musisz być bardzo uważna i ani na chwilę nie odwracać oczu, bo w którymś momencie w odbiciu zobaczysz szczelinę w pancerzu. Wtedy włożysz w nią magiczną pestkę i poczekasz na to, co stanie się dalej. – Mądry Książę podał królewnie mały woreczek na sznurku.
- A skąd mam wiedzieć, w którą stronę iść? – zapytała królewna.
- I na to jest sposób. Woreczek z pestką zawieś sobie na szyi, tak by znajdował się na wysokości serca. Każdego ranka obróć się kolejno na wszystkie strony świata. Gdy poczujesz, że boli, idź przed siebie.
- Dziękuję Mądry Książę – powiedziała królewna. – Możesz teraz dostać całe królestwo mojego ojca króla oraz na dodatek moją rękę.
- Królestwo? – zamyślił się książę. – Taaak, przyda mi się. Ale za rękę dziękuję. Jestem przecież Mądry, czyż nie?
Królewna również zamyśliła się i pozostała zamyślona przez dłuższą chwilę.

A potem – ruszyła w drogę. 

Droga była naprawdę długa. I w dodatku trudna. Wiodła przez lasy, góry, strumienie i rwące rzeki. Przez kłujące krzaki i gorące pustynie, a także przez śniegi i skute lodem jeziora.
W końcu jednak królewna dotarła do zaczarowanego źródła. Była bosa, w poszarpanej sukience, w której trudno było dopatrzeć się śladów królewskiej szaty. Jej twarz, włosy ręce – poszarzały od piasku niesionego przez wiatr.
Królewna podeszła do brzegu źródła, opadła na kolana i zaczęła przyglądać się swemu odbiciu. Słońce zniżało się powoli.

-Pomóż mi – usłyszała nagle głos.
- Co się stało? Kto tu jest? – krzyknęła zaniepokojona.
- Pomóż mi. Jestem wędrowcem. Umieram z pragnienia. Proszę, daj mi wody.
- Ale ja nie mogę stąd odejść. Tak długo tu szłam! Za chwilę zajdzie słońce, a przedtem pojawi się szczelina w moim pancerzu. Po tym wszystkim przyniosę ci wody.
- Wtedy będzie za późno – wyszeptał człowiek. – Teraz, teraz właśnie jest ostatni moment, żeby mi pomóc, a ja nie mam już siły wstać.
Królewna westchnęła głębiej niż zwykle.
Czy miała pozwolić wędrowcowi umrzeć?
A może on po prostu kłamie, bo chce odwrócić jej uwagę od zadania, które ma wypełnić? Tak długo szła i teraz w ostatnich minutach wszystko ma przepaść, a ona zostanie na zawsze uwięziona w zimnym pancerzu?
Ale czy mogła pozwolić....

Wstała. Zaczerpnęła wodę w dłonie, podeszła do wędrowca i dała mu pić. Potem jeszcze raz.

Trudno. Pozostanie przez resztę życia w pancerzu. – To nieważne.
Trudno. Być może dała się oszukać. – To nieważne.
W tym momencie zaszło słońce.
Królewna roześmiała się i śmiała się coraz głośniej.

- Dziękuję – powiedział wędrowiec i podał jej kubek. Był w pełni sił i królewna nie wiedziała, czy pomogła mu woda z zaczarowanego źródła, czy raczej wszystko było oszustwem. Jednak spojrzała mu w oczy koloru wody z jeziora i wtedy zobaczyła, że odbija się w nich jej pancerz, w którym otwiera się szczelina. Spokojnie wyjęła pestkę z szarego woreczka i wcisnęła ją w szczelinę.
Na początku nic się nie działo.
A potem pancerz po prostu pękł.
Naga skóra, pozbawiona nagle zbroi, była delikatna jak ciało ledwo wyklutego pisklęcia i czuła dotkliwie każdy podmuch wiatru.
Królewna spojrzała w dal, na horyzont, gdzie w ciemności zapalały się światła wielkiego miasta.


Zupełnie nie wiedziała, co będzie dalej.